Alienacja rodzicielska

"Synek mówił, że w ten weekend nie idzie do Ciebie." – wiadomość rozbłysnęła na ekranie mojego telefonu komórkowego i zdawała się wpatrywać we mnie jakby tląc się własnym życiem próbowała mnie sprowokować, mówiąc - "I co z tym teraz zrobisz stary, tak po prostu odpuścisz?" Mój telefon zna mnie zbyt dobrze. Przez ostatnie trzy lata to przez niego przepłynęła cała masa wiadomości, liczona w setkach, tysiącach, dziesiątkach tysięcy wręcz, która pozwoliła mu niczym doświadczonemu profilerowi policyjnemu dokładnie zapoznać się z najgłębszymi zakamarkami mojego umysłu i uzyskać pogląd na całą moją osobowość. Ta wydawałoby się pozbawiona życia i emocji maszyna ewidentnie czekała na moją reakcję, co jakiś czas podrygując z informacją o kolejnej aktualizacji, niskim stanie baterii czy z przypomnieniem o kolejnym wydarzeniu, które to zapomniałem w dobie ostatnich obostrzeń wynikających z epidemii coronawirusem po prostu usunąć z kalendarza. Telefon nie chciał dać o sobie zapomnieć i domagał się coraz intensywniej mojej zdecydowanej i stanowczej odpowiedzi. Doskonale wie ile syn dla mnie znaczy i jak potrafię zawalczyć z jego matką o kolejny spędzony wspólnie weekend, sprawiedliwy podział wakacji, lub chociażby o ułamek z dnia dziecka lub krótką celebrację jego lub moich urodzin. Przez ostatnie trzy lata dałem mu (memu telefonowi) zbyt często dowód na to, że za każdym razem gdy rzucone zostaną mi rękawice, ja z ochotą wejdę na ring i na ten ring wchodziłem zbyt często i zbyt chętnie.

Wydawało mi się, że gdy świat stawia mi na drodze przeszkodę, ja za wszelką cenę muszę ją sforsować i powalić, jakbym był stworzony do ciągłej i nieprzerwanej walki ze wszystkimi i wszystkim co nadejdzie w moim kierunku. Dziś tej walki nie podjąłem, nie pierwszy raz z resztą w ostatnich tygodniach. Od jakiegoś czasu staram się oduczyć mój telefon od wysyłania wiadomości, które nie wnoszą nic pozytywnego do mojej relacji z innymi ludźmi. Staram się to za mało powiedziane, ja po prostu czuję jak staję się innym człowiekiem a nowo kształtująca się osobowość przejmuje moje świadome i podświadome działania. To dobry znak, bo to oznacza, że moje zachowania wywodzą się z głębi, że moje schematy, moje uczucia ulegają ewolucji.

Często mawiałem, że alkoholik, który od pięciu lat nie sięga po butelkę wódki a zarazem codziennie marzy o tym by się upoić daleko jest w tyle za tym, który od roku nie czuje pociągu do alkoholu i nie pije bo nie ma takiej potrzeby. Obaj z nich stali się abstynentami, ale to ten drugi wszedł na inny poziom i robi to w zgodzie ze swoją nową naturą, ten pierwszy tylko powstrzymuje się przed czymś czego tak naprawdę w pełni wewnętrznie nie przepracował do końca. Ja mogę dzisiaj z pełną odpowiedzialnością powiedzieć, że nie czuję pociągu do odgryzania się, do wdania się w kolejną polemikę która niczemu by się nie przysłużyła jak tylko nakręceniu kolejnej spirali nienawiści. Bo cóż bym miał napisać? Że syn po raz kolejny wspominał o wspólnie spędzonym czasie i co by chciał robić jak do mnie przyjdzie? O tym, że dzwoni do mnie gdy jego mama jest w pracy lub poszła pod prysznic, a gdy tylko usłyszy znajome kroki za drzwiami rozłącza się w popłochu rzucając szybko na odchodne „muszę kończyć”. Te „muszę kończyć” stało się niejako wizytówką naszych rozmów. Czuję w jego głosie panikę za każdym razem gdy nawiązujemy połączenie telefoniczne lub przez video komunikator i widzę w jakim rozdarciu jest jego młode serce. Silna więź, która nas zawsze łączyła czuję, że jest nie do przełamania, ale ta uległość wobec własnej mamy w związku z jej narcystycznym zachowaniem niestety w bieżącej okoliczności jeszcze bierze górę. To klasyczna reakcja na sytuację gdy rodzic pełniący wiodącą rolę przy którym dziecko spędza większość czasu, stosuję negatywną retorykę wobec drugiego opiekuna czy to w obecności dziecka czy to mówiąc dziecku wprost rzeczy najczęściej fałszywe, które to postawią nieobecnego tatę czy mamę w niekorzystnym świetle. Z czasem taki maluch zaczyna dostrzegać pewną zależność pomiędzy aprobatą jaką otrzymuje od narcystycznej mamy czy narcystycznego ojca, która idzie w parze z przyjęciem przez dziecko niechętnej lub wręcz wrogiej postawy wobec drugiego z rodziców. Dziecko postawione wówczas między młotem a kowadłem będzie na początku uciekało od jawnego wstawienia się za drugim rodzicem. Objawia się to postawą pasywną wobec propozycji wspólnego spędzenia czasu, na którą to coraz częściej zaczyna odpowiadać „zapytaj mamy” lub „ustal to z mamą, ja nie wiem”.

Niestety bieżące położenie w którym się znaleźliśmy, a mowa tutaj o ogólnoświatowej pandemii daje dość sprawne narzędzie w ręce tych rodziców, którzy wykorzystywali i tym ochoczej wykorzystają każdą nadarzającą się okazję do wyeliminowania byłego partnera czy partnerki z życia ich wspólnego dziecka. Ci ludzie nie zdają sobie sprawy z tego z jakimi skutkami przyjdzie się zmierzyć ich własnym dzieciom w długofalowej perspektywie czasowej. W przypadkach lżejszych można mówić o głębokim poczuciu winy i towarzyszącemu odczuciu zdradzenia przez dziecko jednego z rodziców. Taki młody człowiek wchodzi potem w dorosłe życie z zaburzona perspektywą rzeczywistości a nowe relacji w dużej mierze buduje w oparciu o intrygi wobec osób trzecich przez co chce się w pewnym sensie wkupić w łaski nowo poznanych osób. Skąd to wiem? Bo tam byłem, tak robiłem i większą część życia w ten własnie sposób funkcjonowałem. Trudny do wychwycenia program ale jednak gdzieś jakiś czas temu przeze mnie świadomie zauważony wyglądał mniej więcej w ten sam sposób. Niemożliwe jest by wszyscy wobec siebie byli w porządku, bo od dzieciństwa zawsze mi wmawiano, że ten czy tamten człowiek jest zły, a zatem wszyscy są z urzędu nastawieni przeciwko sobie. Niezależnie od tego w jaką relację wchodziłem, automatycznie starałem się znaleźć w bliskim otoczeniu wspólnego wroga, kogoś do obgadania, kogoś do zrobienia kozłem ofiarnym, kogoś kogo można byłoby obarczyć nawet najbardziej wyimaginowaną winą. Nie mieściło się w mojej głowie, że mogę iść przez życie w harmonii z ludźmi których spotykam i poznaję na swojej drodze bez przypinania im łatek dobry/niedobry, swój/obcy itd.

Drugi koniec spektrum dość skrajny ale jednak wywodzący się z narcystycznych zachowań jednego z rodziców to przypadki socjopatów czy psychopatów. Często dochodzi w tych ludziach do poczucia tak głębokiej winy, że próbując poczuć ulgę, mszczą się na osobach w społeczeństwie, wybierających przy tym tych, którzy w największym stopniu będą im przypominać znienawidzonego ojca lub matkę. Ta nienawiść może iść kilkutorowo. Taki mężczyzna lub kobieta, może być w miarę świadoma i zrozumieć, że to ten z rodziców który mówił źle o drugim jest tak naprawdę do obwinienia i na przedstawicielach tejże płci będzie próbował/a się odegrać. Z drugiej strony może dojść do aktów wrogości wobec wykluczanego ojca/matki lub tych osób w otoczeniu, które ją lub go przypominają. Nie mowa tutaj o wrogości wynikającej z postawienia ich w fałszywym świetle wyalienowanego rodzica. Mowa tutaj o ukrytej wrogość wobec nich za to, że nie uratowali tego dziecka przed narcystycznymi zachowaniami tego wiodącego. Tutaj również powołam się na własny przykład, gdzie będąc wychowywany przez szereg różnych osób, poczynając na matce z jej licznymi konkubentami, poprzez narcystyczną babcie a kończąc na ojcu, za każdym razem miałem do czynienia z jedną i tą samą postawą. Każda kolejna osoba, która brała mnie pod swoja opieką czyniła to z nieukrywaną dezaprobatą wobec poprzedniej czego zmuszony byłem nie tylko wysłuchiwać ale i niestety niejednokrotnie temu przytakiwać. To jest tym trudniejsze gdy jako ten kilku lub kilkunastolatek robiłeś to świadomie. Nikomu nie życzę przechodzenia przez to.

Wiem, że to trudny okres dla mojego syna i na mnie spoczywa obowiązek zrobienia wszystkiego co w mojej mocy na jego rzecz, świadomie i bez walki. Czasy konfrontacji mam za sobą. Dzisiaj wiem, że nie ważne z jak dużym spotkam się oporem tylko spokój może mnie uratować. Mój syn musi czuć, że niezależnie od okoliczności, ma we mnie pełne wsparcie a ja nie mogę ulec pokusie chęci odegrania się na jego mamie. Ten wpis jest moim podpisem pod słowem danym sobie.

  • Dane adresowe

    Fundacja Wybierz by Pomóc

    ul. Smolańska 3

    70-026 Szczecin

     

    mBank: 35 1140 2004 0000 3002 7709 9827

  • Dane kontaktowe

    tel. 91-481-9025
    tel. 797-575-299

    biuro[at]wybierzbypomoc.org
    www.wybierzbypomoc.org

  • Informacje

    KRS: 0000695388

    REGON: 368295964

    NIP: 9552441037

     

Script logo